Czerwiec 25 2019 02:26:09
Ostatnie artykuły
· Rekonesans na Czerwo...
· KALENDARZ 2019 ROK
· PGRH ZP "BŁYSKAWICA...
· Łupaszko
· PREZYDENT ODZNACZA ...
III WEEKEND „DNI PATRIOTYZMU 2014”

III WEEKEND „DNI PATRIOTYZMU 2014”
Z Podhalańską Grupą Rekonstrukcji Historycznych ZP
Błyskawica

 

1. WYSOKA 1 września
 

     

galeria zdjęć

75 Rocznica wybuchu II wojny światowej tu w tym miejscu na Wysokiej niemiecka ofensywa spotkała się z pierwszym oporem Wojsko Polskie na odcinku Jabłonka – Chabówka.
                W walkach pod Wysoką zginęło 55 żołnierzy i 3 osoby cywilne. Siedemnastu pochowanych zostało na cmentarzu w Jordanowie,4 w Rabie Wyżnej, 15 w zbiorowej mogile na Wysokiej „Pod Lasem”. Gdzie na pomniku widnieje napis:
 

                1939-1945

                ŻOŁNIERZOM WP

                I

                PARTYZANTOM

                POLEGŁYM W OBRONIE OJCZYZNY

 

                Nie opóźniono niemieckiego ataku na Wysoką. Przed godz. 5.00 nieprzyjaciel rozpoczął krótkie przygotowanie artyleryjskie, prowadzone przez 48 dział -4 dywizjony, w tym 2 ciężkiej artylerii. Odpowiedziały im działa polskich baterii lekkich z rejonu Naprawy, dowodzonych przez mjra. Kazimierza Żmudzińskiego. Wkrótce potem rozpoczęło się silne uderzenie pancerne (rozpoznanie walką), skutecznie odparte przez przeciwpancerne działa szwadronu por. Kiersza i działa 56 plutonu pozycyjnego. Główne natarcie z udziałem ok. 150 pojazdów pancernych i piechoty rozpoczęli Niemcy ok. godz.7.00. Walki trwały do godzin południowych. Ich wojska przedarły się, w uporczywych walkach z polskimi żołnierzami i ochotnikami przez umocnienia przedpola i podchodzić zaczęły pod szczyt góry Wysokiej. Wydawało się koło południa, że trzeba będzie wycofać się z rubieży. Jednak dzięki skutecznej zaporze ogniowej dywizjonu mjra. Żmudzińskiego oraz działek przeciwpancernych natarcie zostało powstrzymane. Niemcy stracili ok. 20 czołgów. Nieprzyjaciel cofa się na Spytkowice - melduje triumfalnie Dworak do sztabu w Krzczonowie. Pułkownik Maczek otarł kroplisty pot z czoła."50 Płk Maczek równocześnie skierował w rejon Dolnej Skawy dywizjon rozpoznawczy mjra. Święcickiego, by zabezpieczyć się w przypadku zdobycia Wysokiej oraz osłaniać ewentualne wycofywanie się 24 p.uł. i oddziałów Obrony Narodowej.

                Niebawem jednak Niemcy rozpoczęli kolejne przygotowanie artyleryjskie o wiele skuteczniejsze od poprzedniego, bowiem w trakcie poprzednich walk zlokalizowali polskie stanowiska ogniowe i ich ogień był celniejszy oraz skuteczniejszy. Ostrzałem objęte również zostały pozycje
16 damot w Naprawie i jej stanowiska obserwacyjne. Ciężko ranny został m. inn. dowódca dywizjonu, mjr Kazimierz Żmudziński, który wzięty do niewoli zmar
ł w Wiedniu w październiku 1939 roku.

                Po przygotowaniu artyleryjskim ruszyli kolejna nawała ok. 200 pojazdów pancernych, które ok. godz. 16.00 podchodź:- zaczęła pod szczyt góry. „Obsada góry trzymała się kapitalnie. Zniszczono na pewno 45 czołgów niemieckich” - zanotował płk S. Maczek. Zerwana została łącznośc’ z punktem dowodzenia oraz stanowiskami artylerii. Wysłany do Jordanowa mjr F Skibiński widział z drogi biegnącej zboczem wzgórza, jak „ Wysoka stała w gęstym dymie i grzmiała strzelanina wszelkich broni, na prawo paliły się domy w Naprawie, między nimi trzaskały pociski nieprzyjacielskie”.  Artyleria niemiecka przeniosła ostrzał na Jordanów, gdzie w budynku szkoły zlokalizowany został sztab płk. K. Dworaka, przygotowujący obronę miasta. Szef sztabu przekazał mu rozkaz utrzymania go do nocy.

                W tym ostatnim ataku na wzgórza Wysokiej obrona zniszczyła kolejnych kilkanaście czołgów, a kapral Wincenty Dziechciarz ze swego działa 7 pojazdów, ginąc na stanowisku od ognia nacierających nań 3 czołgów. Zniszczone też zostały 3 armaty 37 mm. Ostatnią próbą powstrzymania niemieckiego natarcia był kontratak szwadronów płk K. Dworaka. Nie mógł on przeciwstawić się sile pancernej, ale wprowadzając wśród nieprzyjaciela zamieszanie, ułatwił wycofanie się oddziałów 24 p.uł. i Batalionu Obrony Narodowej na nowe pozycje obronne.

 

                W przygotowywaniu umocnień obronnych oraz walce w Spytkowicach i obronie Wysokiej brało również udział ok.150 ochotników, rekrutujących się z robotników budujących wiadukt w Chabówce, chłopów oraz junaków z Hufca Pracy w Jordanowie, uzbrojonych we francuskie karabiny „Lebel” z magazynu jordanowskiego „Strzelca”. Dowodzili nimi kpt. rez. Jan Benedykt Różycki, por. rez. W. Gadomski i kpr. rez. Paweł Zarychta. Harcerze drużyny „Zawiszy Czarnego” z Jordanowa z drużynowym Zdzisławem Knyszem oraz mieszkańcy miasta i Wysokiej pomagali budować na drogach zapory przeciwczołgowe i spełniali funkcję łączników. Grupy ochotników organizował w Jordanowie burmistrz, dr Eustachy Sziibert z pomocą Jana Gringrasa, Karola Strzemszasza, Pawła Zarychty i Józefa Bańskiego. Do godziny 11.00 uzbrojone w broń z magazynu na „Poczekaju” wyjść miały z Jordanowa 3 oddziały pod dowództwem Karola Strzemszaka, Pawła Zarychty , Józefa Bańkowskiego, składające się z ponad 200 mężczyzn i 7 dziewcząt. Młodzież harcerska z jordanowskiego gimnazjum pełniła służbę obserwacyjną na punkcie obserwacji przeciwlotniczej na tzw. „Dziale Szpitalnym” od nocy z 31 sierpnia na 1 -września, przekazując meldunki dla wojska. Byli wśród nich Jan Grodzicki, Mieczy-si-w Dańkowski, Stanisław Kościelniak, Michał Dańkowski, Kazimierz Kalczyński, Józef Białoński, Władysław Kościelniak, Julian Maciąga, Tadeusz Jarosz, Zdzisław Knysz, Zdzisław Marchwiński, Tomczyk, Jedynak, Józef Maciąga. Komendantem lego punktu był plut. Józef Sowa. Wszyscy oni wycofali się później wraz z ustępują-j-.m wojskiem i w Krakowie zostali włączeni do 5 pułku artylerii ciężkiej i z baterią Schmidta walczyli do końca kampanii. Wielu z nich, po powrocie w rodzinne arony, znalazło się wśród organizatorów ruchu oporu w tych okolicach. Pomoc ludności cywilnej w obronie organizował w Wysokiej Franciszek Jąkała. Ochotnicy stąd weszli następnie w skład grupy inż. Jana Różyckiego.

                Od godzin popołudniowych 1 września przybył też ze Skawiny do Jordanowa pociąg pancerny „Pierwszy Marszałek”, dowodzony przez kpt. Leona Cymborskiego. Początkowo wspierał obronę 1 Brygady Górskiej, a 2 września wziął udział w walkach przeciw 2 DPanc. W wyniku ostrzału artyleryjskiego rannego dowódcę, odwiezionego do szpitala, zastąpił kpt. Zdzisław Rokossowski. Ranny też został na punkcie obserwacyjnym członek załogi, por. Kazimierz Pfaffenhofen Chłędowski. Wieczorem 2 września uszkodzony pociąg wycofany został do Kalwarii Zebrzydowskiej, a następnie do Tamowa.

                Mimo poważnych strat poniesionych przez polskie oddziały oraz zdobycia Wysokiej Niemcy
2 września nie osiągnęli Jordanowa. Pozwoliło to przegrupować własne siły i przygotować plany dalszej obrony. „Ten dzień 2 września - stwierdził F. Skibiński - miał decydujący wpływ na morale żołnierz Brygady. Pomimo poniesionych strat nabrał on zaufania do siebie i do swojej broni. Niemiec przestał być dla niego wielką nieznaną: okazało się, że łatwo ugryść go pociskiem, bagnetem i ręcznym granatem. Czołg też nie taki znów straszny, jak go malują; są sposoby i na czołgi, patrzcie ile ich tam jeszcze dymi na Wysokiej.” Tak F. Skibiński, jak i S. Maczek podkreślają również znaczenie walk o Wysoką dla taktycznego doskonalenia sprawności bojowych Brygady, wykorzystywanej skutecznie w przyszłych jej bojach. Rekompensatą bolesnych strat były zdaniem S. Maczka „straty dużo większe po stronie niemieckiej, zysk dwóch dni dla wykonania trudnego zadania i ogromne podniesienie morale własnego żołnierza, który przekonał się, że można bić, i to dobrze, Niemców."

                W walkach pod Wysoką zginęło 55 żołnierzy i 3 osoby cywilne. Siedemnastu spośród nich pochowanych zostało na cmentarzu w Jordanowie, 4 w Rabie Wyżnej, 15 w zbiorowej mogile na Wysokiej „Pod Lasem”. W odwecie za opór i straty Niemcy spalili wieś. Spłonęło 148 zabudowań, wieś uznano za bandycką.
 W HOŁDZIE POLEGŁYM BOHATEROM SPOŁECZEŃSTWO UFUNDOWAŁO POMNIK NA KTÓRYM WIDNIEJĄ NAZWISKA POLEGŁYCH BOHATERÓW.
źródło: Józef Hampel, Jerzy Mydlarz „Ziemia jordanowska w latach wojny i okupacji 1939-1945”

 

ORAWKA 3 września
           
Minęło 75 lat od chwili gdy nad miejscowością Podwilk został zestrzelony przez Niemców samolot z trzyosobową załogą. W Orawce - miejscu, gdzie rozbiła się maszyna i zginęli ppor. Tadeusz Prędecki i kpr. Rudolf Wilduch zebrali się przedstawiciele władz Gminy i zaproszeni goście, by uczcić ich bohaterską śmierć.

W kościele p.w. Jana Chrzciciela w Orawce odbyła się uroczysta msza święta w intencji lotników poległych w obronie ojczyzny 3 września 1939 r. Następnie w obecności sztandarów i wojskowej asysty honorowej nastąpiło uroczyste odsłonięcie grobowca.

Odnowiony grobowiec jest niemal identycznym odwzorowaniem wcześniejszego monumentu. U wezgłowia znajduje się krzyż orderu Virtuti Militari, poniżej którego wyryto napis upamiętniający poległych lotników. Za nagrobkiem umieszczono część skrzydła samolotu. W centralnej części płyty nagrobkowej znajduje się cząstka zestrzelonej maszyny oraz szachownica - symbol polskiego lotnictwa wojskowego.

Obok odsłoniętego pomnika umieszczono także urnę z ziemią z grobu pilota Aleksandra Rudkowskiego - trzeciego członka załogi, który ocalał z katastrofy samolotu. Przed grobowcem znajdującym się na cmentarzu wokół kościoła w Orawce odczytano Apel Pamięci Poległych i złożono wieńce.


galeria zdjęć

W drugim i trzecim dniu wojny gdy siły niemieckie przeszły na północ od Orawy zmotoryzowane oddziały nieprzyjaciela stacjonujące w rejonie Jabłonki i Podwilka nadal dawały się we znaki jednostkom polskim.Toteż dowództwo "Armii Kraków" podjęło decyzję o uderzeniu na nie z powietrza. 3 września około 8 rano pierwszy lot odbyła kolumna składająca się z sześciu samolotów typu PZL 23 B „Karaś” pod dowództwem por.  Aleksandra Paszkowskiego. W czasie tej misji jeden z samolotów z bocznym numerem 4 został zestrzelony nad Podwilkiem i rozbił się w Orawce.

Załoga maszyny PZL P.23 - 4 "Karaś" złożona była z plut. pilota Aleksandra Rudkowskiego, ppor. obserwatora Tadusza Prędeckiego i kpr. strzelca Rudolfa Widucha. Spośród całej trójki przeżył tylko ten pierwszy dzięki salwowaniu się skokiem ze spadochronem. Po wylądowaniu dostał się do niemieckiej niewoli. Przeżył jednak wojnę i jak relacjonował we wspomnieniach jego towarzysze z załogi odnieśli ciężkie rany bądź zginęli już w powietrzu.

Prędecki i Widuch pierwotnie zostali pochowani tuż przy miejscu katastrofy. Po zakończeniu II wojny światowej ostateczne miejsce spoczynku znaleźli na przykościelnym cmentarzu w Orawce. Przeniesienie ciał odbyło się z inicjatywy orawczańskiego proboszcza. Ks. Marcina Jabłońskiego. W latach pięćdziesiątych wybetonowane zostały obrzeża grobu i krzyż. W 1985 r. z inicjatywy Aleksandra Rudkowskiego dołożono skrzydło samolotowe jako symbol śmierci lotnika oraz tarczę z orłem. Wymieniono tablice pamiątkową. w 2014 r. przebudowano nagrobek na marmurowy zachowując jego dawną formę.


 

Ludzie Ognia681,872 unikalne wizyty